Era Holdena należy już do przeszłości.
Jednak premier Anthony Albanese nie chce zaakceptować całkowitego wyłączenia australijskich reflektorów. W poniedziałek podczas Australijskiego Tygodnia Produkcji w Melbourne został zapytany o stan lokalnego przemysłu.
Jego odpowiedź była bezpośrednia i pozbawiona lakieru:
„Nie ma powodu, dla którego nie moglibyśmy tutaj produkować samochodów elektrycznych”.
„Możemy tu produkować co najmniej komponenty i części, w tym akumulatory.”
Takie słowa wydają się czymś obcym i odległym. W końcu Australia nie wyprodukowała na swoich liniach produkcyjnych ani jednego samochodu, odkąd Holden zamknął bramy pod koniec 2017 roku. Ford opuścił scenę dwa lata temu, a Toyota wkrótce potem podążyła za Holdenem. Wynik ten zabił więcej niż trzy marki. Zniszczyło to setki lokalnych dostawców, którzy byli zależni od tego ekosystemu.
Ale ciemność nie stała się całkowita.
Firmy takie jak PWR nadal prosperują na całym świecie, przodując w technologii chłodzenia samochodów Formuły 1. Redarc specjalizuje się w systemach integracyjnych, ARB produkuje wytrzymałe zderzaki do SUV-ów, a Lovells specjalizuje się w zawieszeniach. W Melbourne znajduje się nawet firma Applied EV, która produkuje podwozia z płaską platformą („podwozia deskorolki”) do jazdy autonomicznej, chociaż do pomocy przy montażu musieli sprowadzić Suzuki, ponieważ Suzuki niedawno wyprzedziło Hondę i stało się drugim co do wielkości producentem samochodów w Japonii.
Jednak historie sukcesu są rzadkie.
Pamiętacie rewolucję węglową? Wyprodukowali światowej klasy koła z włókna węglowego. Stracili kontrakty. Setki milionów dolarów wyparowało i w marcu 2026 roku zostali zmuszeni do objęcia administracji (bankructwo).
Administratorzy przypisywali to wysokim kosztom produkcji. Albanese nie wydaje się przekonany, że koszt jest ostatnim gwoździem do trumny branży. Wierzy, że technologia zmienia zasady gry.
„Zaobserwowaliśmy spadek… ze względu na różnice w kosztach pracy” – wyjaśnił. “Nowe technologie sprawiają, że praca ludzka jest mniej istotna. Teraz mówimy o kosztach transportu.”
Twierdził, że skoro technologia jest dostępna wszędzie, nie powinniśmy tracić naszej przemysłowej duszy na rzecz Azji czy Chin. To stwarza lukę. Musimy tutaj wykorzystać nasz potencjał.
Czy ma rację?
Doktor Jens Hoennemann z Centrum Zaawansowanego Rozwoju Produkcji twierdzi, że premier patrzy we właściwym kierunku.
“Australijski przemysł samochodowy podupadł, ponieważ nasze gotowe produkty nie były konkurencyjne w skali globalnej. Premier ma rację, koncentrując się najpierw na stworzeniu konkurencyjnych na skalę światową producentów podzespołów. “
Celem nie jest ożywienie nostalgii. Chodzi o tworzenie małych firm zdolnych do eksportu. Zrównoważony rozwój opiera się na globalnej konkurencyjności, a nie na protekcjonizmie.
Ironia sytuacji nie pozostała niezauważona.
Na kilka dni przed ogłoszeniami Albanese ujawniono, że stara fabryka Forda w Broadmeadows – w której w latach 1959–2016 zjeżdżały z linii montażowej modele Falcons i Fairlanes – zostanie przekształcona w centrum danych. Samochody odjeżdżają. Na ich miejscu pojawiają się szafy serwerowe.
Minister przemysłu opozycyjnego Andrew Hastie natychmiast podchwycił kontrowersje. Podkreślił, że chociaż rząd wydaje miliardy na dotowanie pojazdów elektrycznych (głównie produkowanych w Chinach) za pomocą zachęt podatkowych, faktyczne wsparcie dla lokalnej produkcji pojazdów w latach szczytowych (takich jak 2011) było znacznie mniejsze niż to, co wydaje się obecnie na dotowanie importowanych pojazdów elektrycznych.
Departament Skarbu szacuje, że w tym roku wyda 1,35 miliarda dolarów na same zachęty do korzystania z pojazdów elektrycznych.
Hastie chce, aby te pieniądze były kierowane na rynek krajowy.
Nie wszyscy podzielają tę polityczną wściekłość, chociaż niektórzy inżynierowie uważają, że marzenie nie umarło.
Bernie Quinn, były dyrektor Forda, który obecnie stoi na czele firmy inżynieryjnej Premcar, uważa lokalną produkcję za opłacalną. Wcześniej tworzyli samochody koncepcyjne dla Nissana i Mitsubishi. Niedawno powiedział CarExpert, że chociaż obecnie zajmują się produkcją wtórną, proces ten można zwiększyć.
„To byłoby bardzo, bardzo udane”.
Przyznaje, że nie jest to łatwe. Będziemy musieli odtworzyć infrastrukturę, wyposażenie kapitałowe, wszystko od zera.
„Ale czy to możliwe? Na 100% tak. Czy się uda? Na 110%.”
To odważne stwierdzenie jak na kraj, który ledwo jest w stanie zaopatrywać salony samochodowe w części zamienne bez konieczności transportu wszystkiego przez Pacyfik.
Zobaczmy.
Tydzień produkcji australijskiej trwa do 24. Tymczasem w fabrykach panuje cisza, która brzmi bardzo głośno. 🇦🇺🚗
