Lata 2010 miały być dekadą pojazdów elektrycznych. Eksperci przewidywali, że do połowy dekady na drogach pojawią się setki tysięcy sedanów, ciężarówek i SUV-ów zasilanych akumulatorowo. Silnik spalinowy, który od stuleci napędzał koła niemal każdego samochodu, wreszcie dobiegał końca. Hybrydy były dopiero etapem przejściowym, ale przyszłość należała do silników zasilanych wyłącznie akumulatorami.
Samochody te zapewniały czystszy i bezpieczniejszy profil energetyczny w porównaniu z benzyną. Brak gazów spalinowych. Żadnego wyczerpywania się paliw kopalnych. Propozycja była prosta: samochody elektryczne są przyjazne dla środowiska i nie szkodzą planecie.
Mit dotyczący rezerwy mocy a rzeczywistość
Popularyzacja pojazdów elektrycznych nie uległa spowolnieniu ze względu na „strach przed wyczerpaniem się ładunku”. Nowe technologie akumulatorów znacznie zwiększyły dystans, jaki samochód elektryczny może pokonać na jednym ładowaniu. Prawdziwą przeszkodą była niedogodność ładowania akumulatora.
Promotorzy technologii zapewniali kupujących, że rozwiązanie jest banalne: zainstaluj w garażu małą stację ładowania i ładuj samochód w nocy z lokalnego gniazdka.
Ta logika załamuje większość mieszkańców miast. Miliony ludzi mieszkają w mieszkaniach lub kompaktowych domach podmiejskich z parkingami przy ulicach. Inni parkują na ogromnych betonowych parkingach. Według niektórych szacunków 80 procent nabywców samochodów nie ma fizycznego dostępu do gniazdka.
Gdzie są pobierane opłaty?
Większość podróży odbywa się w promieniu 25 mil od domu. Ale ludzie podróżują. Odwiedzają inne miasta. Przekraczają granice stanu. Gdy poziom naładowania akumulatora spadnie poniżej poziomu krytycznego na otwartej drodze, lokalna sieć energetyczna nie będzie w stanie zapewnić pomocy.
Rozwiązanie sieciowe
Najlepszą odpowiedzią branży na braki w infrastrukturze jest sieć stacji ładowania. To nie są jakieś wielkie elektrownie. Są to małe stacje, mniej więcej wielkości stacji benzynowej. Są one ze sobą połączone, tworząc sieć dostępności.
Technologia umożliwia stacjom wymianę danych między sobą oraz z samochodem za pośrednictwem Internetu. Kierowcy mogą znaleźć stacje na zamierzonej trasie. Mogą zarezerwować miejsce nawet bez wychodzenia z domu.
Po pełnym wdrożeniu infrastruktury stacje te pojawią się w prywatnych obszarach mieszkalnych i przy głównych autostradach. Zostaną zlokalizowane dokładnie tam, gdzie kierowcy ich potrzebują.
Życie z samochodami elektrycznymi
Odejście od paliw kopalnych jest nieuniknione. Technologia jest czystsza. Oszczędność paliwa jest realna. Jednak bez niezawodnej sieci stacji ładowania samochód elektryczny pozostaje zabawką dla podmiejskiej elity posiadającej garaże.
Pytanie nie brzmi, czy pojazdy elektryczne zastąpią pojazdy z silnikami spalinowymi. Pytaniem jest, czy infrastruktura ładowania nadąży za ich uwalnianiem.
Sieć jest jedyną realną drogą naprzód. Bez tego boom na pojazdy elektryczne, jaki miał miejsce w 2010 roku, stanie się rynkiem niszowym. Dzięki niej drogi zmienią się na zawsze.
Kierowcy czekają. Sieć jest gotowa. Trwa budowa stacji.
Kto pierwszy się połączy?
Sieć ładująca czeka w cieniu
Przewińmy do przodu o pięć do dziesięciu lat. Siedzisz za kierownicą stylowego samochodu elektrycznego. Jest tańszy w prowadzeniu niż benzyniające samochody z przeszłości i nie emituje smogu, co jest dobre dla płuc i portfela. Wracasz do domu po długiej zmianie, wskaźnik naładowania akumulatora jest prawie zerowy. Nie masz garażu. Brak ładowarki domowej. Tylko ciasne mieszkanie lub mały dom bez miejsca parkingowego.
Co więc zrobić?
Wyciągasz telefon na czerwonym świetle. Ekran zaświeci się i wyświetli mapę Twojej okolicy. Interfejs jest prosty. Zielone kropki oznaczają puste miejsca. Czerwone kropki są zajęte. Nie są to ogromne stacje z operatorami. To niewielkie, skrzynkowe urządzenia stojące na poboczu drogi, przypominające powiększone parkometry. Klikasz na zieloną kropkę najbliżej Twojego domu. Pojawia się pytanie: Czy chcesz zarezerwować nocleg? Klikasz „Tak”.
Sygnalizacja świetlna zmienia kolor na zielony. Podążasz za nawigatorem.
Parkujesz obok skrzyni. Przesuń brelok, aby autoryzować dostęp. Wyciągasz kabel z tylnego panelu samochodu i podłączasz go. Idź do domu. Budzisz się rano z całkowicie naładowanym akumulatorem. Samochód jest gotowy do wyjazdu do pracy.
To obietnica sieci ładowania samochodów w najbliższej przyszłości. To jest system subskrypcyjny. Płacisz miesięczną opłatę. W zamian otrzymujesz dostęp do sieci publicznych stacji ładowania.
Czas wymagany do pełnego naładowania jest bardzo zróżnicowany. Niektóre stacje potrafią naładować samochód w 15 minut. Inne trwają od trzech do czterech godzin. Zależy to od wyposażenia i składu chemicznego akumulatora pojazdu. Ciężkie akumulatory zapewniające zasięg setek mil naturalnie ładują się dłużej niż lekkie akumulatory przeznaczone do krótkich wycieczek po mieście. Ale ponieważ podłączasz samochód na noc i jedziesz dopiero rano, czas nie jest znaczącym ograniczeniem.
Głównym sekretem jest wyczucie czasu. Na tej samej stronie możesz zaplanować ładowanie. Można ustawić, aby uruchamiał się o godzinie poza godzinami szczytu, kiedy stawki za prąd są obniżone. Przesuwasz koszty energii na najtańszy okres. To jest rozsądne. To skuteczne.
Ale tu jest haczyk.
Jak prawdopodobne jest, że wydarzy się to w Twoim konkretnym obszarze? Następnie przyjrzymy się realiom wdrażania takich sieci.
Rzeczywistość publicznej infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych
Unikasz instalowania ładowarki w garażu? Może. Jeśli mieszkasz w Los Angeles, wycieczka do sklepu spożywczego Ralpha może rozwiązać Twój „lęk przed zasięgiem”. Większość z tych obiektów posiada przy głównym wejściu dedykowane ładowarki poziomu 2, przeznaczone specjalnie dla pojazdów elektrycznych, podobne do miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych. Ale nie należy tego uważać za normę. Na ogromnych obszarach Ameryki Północnej nadal brakuje publicznej infrastruktury do ładowania.
Sytuacja się zmienia. Rządy i firmy prywatne finansują tworzenie tysięcy stacji na kluczowych trasach. Departament Energii Stanów Zjednoczonych (DOE) wsparł Projekt EV, którego celem było udowodnienie opłacalności pojazdów elektrycznych. Na infrastrukturę demonstracyjną wybrano pięć stanów: Arizona, Waszyngton, Kalifornia, Oregon i Tennessee.
Sprzęt jest dostarczany przez firmę ECOtality Inc. poprzez jej spółkę zależną eTec. Ich urządzenie Minit-Charger jest przeznaczone do szybkiego ładowania i twierdzi, że jest w stanie naładować akumulatory samochodów osobowych w około 15 minut. Technologia ta nie jest jeszcze powszechna, ale to początek podróży.
Inni gracze budują sieci w innych regionach. Firma Coulomb Technologies z siedzibą w San Jose opracowała Sieć ChargePoint. Rozmieścili stacje w rejonie San Francisco i uruchomili pierwszą w Europie sieć w Amsterdamie.
Potem jest Lepsze miejsce. Firma z Palo Alto wykorzystuje dwie różne technologie. Po pierwsze, standardowe sieci ładowania, które działają już na Hawajach, w Kalifornii, Danii, Australii i Izraelu. Po drugie, kontrowersyjny, ale intrygujący model wymiany baterii. Kierowcy wymieniają zużyte akumulatory na nowe w ciągu kilku minut, całkowicie eliminując czas ładowania.
Obecnie są to głównie projekty demonstracyjne. To, czy Twoja społeczność będzie wyposażona w stacje ładowania, zależy od strategii firmy, a nie tylko od zapotrzebowania konsumentów. Pełnoprawna sieć krajowa, porównywalna z siecią stacji benzynowych, pojawi się dopiero w przyszłym roku. Szacunki wskazują, że znaczny zasięg możemy zaobserwować dopiero w 2020 r., a osiągnięcie parytetu infrastruktury dla pojazdów z silnikiem spalinowym może nadal zająć dziesięciolecia.
W tej chwili mapa ładowania publicznego jest fragmentaryczna. Aby dowiedzieć się, czy możesz jeździć samochodem elektrycznym, musisz wiedzieć, gdzie mieszkasz.


























