Samochody w stylu Art Deco: Złoty wiek europejskiego luksusu

Art Deco nie tylko ozdabiało ściany. W okresie międzywojennym kształtował stal, skórę i chrom. Pomiędzy błotnistymi okopami I wojny światowej a groźbą II wojny światowej, ta estetyka na nowo zdefiniowała luksus. Połączyła geometryczny rygor z luksusowymi materiałami. Wyobraź sobie ostre kąty. Wyobraź sobie polerowany metal. Wyobraźcie sobie świat, który wierzył w wieczność postępu.

Styl ten przeniknął także do projektowania motoryzacji. W szczególności zdefiniował wygląd hiperluksusowych samochodów europejskich lat 30. XX wieku. Wielki Kryzys zdewastował klasę średnią. Ale nie miało to wpływu na ultrabogatych. Chcieli samochodów, które krzyczały o ich statusie. Chcieli pojazdów odpowiadających optymizmowi epoki, nawet gdy wokół nich załamała się gospodarka.

Twórcy snów

Kto zbudował te samochody? Głównie francuskie. Takie marki jak Delahaye, Delage, Talbot-Lago, Voisin i Bugatti działały bardziej jak rzemieślnicy niż fabryki przy linii montażowej. Nie produkowali masowo. Stworzyli.

Ale podwozie to tylko połowa historii. Nadwozia zostały wyprodukowane przez wyspecjalizowane zakłady blacharskie. Nazwy takie jak Chapron, Figoni et Falaschi, Gangloff i Vanvooren opierały się na standardowych elementach mechanicznych i owinęły je aerodynamiczną powłoką. Nadwozia te nadal pozostają standardem konstrukcyjnym. To nie tylko części samochodowe. To wypowiedzi rzeźbiarskie.

Projekt-DNA Lata 30. XX wieku

Jak wyglądały te samochody?

  • Zakrzywione skrzydła. Wypukłe i gładkie.
  • Długie kaptury. Wyciągnięte do przodu jak drapieżnik.
  • Opływowe kształty Walka z oporem powietrza na długo przed tym, zanim stało się to standardem.

To nie były narzędzia do dojazdów do pracy. Były to mobilne instalacje artystyczne. Odważnie deklarowali bogactwo i gust. Ta estetyka nie ograniczała się do Europy. Przepłynęła Atlantyk. Wpłynęło to również na niedrogie modele amerykańskie. Chrysler Airflow jest tego najlepszym przykładem. Jego kształt w kształcie łezki i skupienie się na aerodynamice odzwierciedlały europejską awangardę, udowadniając, że samochód w stylu Art Deco nie był przeznaczony tylko dla elity – zainspirował całą generację projektowania motoryzacyjnego.

Czym jest Art Deco?

Geometria prędkości i stanu

Art Deco nie tylko ozdabiało powierzchnie. Na nowo zdefiniował wygląd obiektów. Styl ten narodził się w Paryżu w latach dwudziestych XX wieku. Zastąpił loki i pnącza stylu secesyjnego prostymi liniami i ostrymi kątami. Secesja była ciężka. Kwiatowy. Przesadnie zdobione. Art Deco był bardziej smukły. Opierał się na geometrii.

Ta zmiana zrobiła różnicę. Odzwierciedlało to świat odbudowujący się po pierwszej wojnie światowej. Ludzie znów zapragnęli luksusu, ale w nowoczesny sposób. Tego wymagały szalone lata dwudzieste. Projektanci czerpali inspirację ze starożytnych grobowców Egiptu. Badali wzory Azteków. Przepracowali całe to dziedzictwo historyczne przez pryzmat nowoczesności przemysłowej. Rezultatem było usprawnienie. Symetria. Drogi.

Widać to po sylwetkach drapaczy chmur. Budynek Chryslera w Nowym Jorku. Sala Muzyczna Radia Miejskiego. Nawet Empire State Building. Los Angeles i Miami również przyjęły ten styl. Idealnie wpisał się w epokę „Starego Hollywood”. Producenci mebli używali wysokiej jakości drewna i metali. Zachowali okrągłe, ale proste kształty. Funkcja spotyka się z formą. To było eleganckie.

Potem nadeszły lata 40. XX wieku. Rozpoczęła się nowa wojna. Zmieniła się estetyka. Art Deco odeszło w zapomnienie. Ale ziarno zostało zasiane. Utrzymywało się to przez dekadę. Odrodzenie stylu nastąpiło później. Ten styl trwa do dziś.

Projektowanie samochodu w stylu Art Deco

Samochody jechały tą samą drogą. Producenci dostrzegli nową szansę. Mogliby zamienić pojazd w przedmiot oświadczenia o statusie. Cel był jasny. Samochody Art Deco miały wyglądać szybko, nawet gdy stoją w miejscu. Musieli krzyczeć o bogactwie, nie podnosząc głosu.

Przejście nie nastąpiło z dnia na dzień. Modele z początku lat dwudziestych nadal nosiły piętno secesji. Zakrzywione skrzydła. Wzorzyste osłony chłodnicy. Jednak w połowie lat dwudziestych XX wieku zmiany stały się oczywiste. Projektanci zaczęli pozbywać się ekscesów. Skupili się na głośności. Powierzchnia. Odbicie światła.

Dlaczego tak się stało? Silniki stały się mocniejsze. Aerodynamika stała się problemem, chociaż nie w pełni poznana. Opływowy kształt zmniejsza opór powietrza. Wyglądała też postępowo. Społeczeństwo zareagowało pozytywnie. Kupujący luksusowe samochody chcieli samochodu, który pasowałby do ich domów w stylu Art Deco. Chcieli tej samej geometrycznej harmonii na drodze.

Chrysler Airflow: aerodynamika spotyka się ze sztuką

Żadna dyskusja na temat tego okresu nie jest kompletna bez Chryslera Airflow. Wprowadzony w 1934 r. był radykalny. Nie tylko stylizował się na Art Deco. Został zaprojektowany dla niego. Ciało miało kształt kropli. Skrzydła zostały zintegrowane z ciałem. Osłona chłodnicy została wpuszczona.

Walter Chrysler nalegał na ten projekt. Chciał samochodu, który przeciwstawił się grawitacji. Wynik wywołał kontrowersje. Niektórzy nazywali go brzydkim. Inne są genialne. Sprzedawała się słabo. Rynek nie był gotowy na tak gwałtowne odejście od tradycji. Jednak Airflow udowodnił, że usprawnienie było czymś więcej niż tylko kosmetycznym. Była funkcjonalna. Miało to wpływ na każdego kolejnego producenta.

Cadillac V-16: wyrzeźbiony luksus

Jeśli Airflow dotyczył inżynierii, Cadillac V-16 dotyczył rzeźbienia. Produkowany od 1930 do 1940 roku, był szczytem amerykańskiego luksusu przedwojennego. Silnik V-16 sam w sobie był cudem inżynierii. Ale korpus został bezpośrednio oparty na zasadach Art Deco.

Spójrz na osłonę chłodnicy. Jest pionowo. Odważny. Graniczy ostrymi poziomymi liniami. Reflektory często były zintegrowane z błotnikami

Art Deco nie tylko ukształtowało architekturę; zdefiniował duszę projektowania motoryzacyjnego w szalonych latach dwudziestych i trzydziestych. Nie były to tylko pudełka użytkowe. Były to symbole statusu zamknięte w stali i chromie. Seksualny. Inspirujące. Absolutnie majestatyczny. Jeśli spojrzysz na samochód z tej epoki, zobaczysz samochód, który nie chciał wtopić się w tłum.

Jego sylwetka jest rozpoznawalna na pierwszy rzut oka. Długie, gładko zakrzywione kaptury. Małe, okrągłe pnie, ledwo zauważalne z tyłu. Skrzydła zwisają nad kołami niczym muskularne ramiona. Okrągłe reflektory wyglądały z przodu, otoczone niekończącymi się pasami chromu. Ale główna cecha wyróżniająca? Usprawnienie. Nawet stojąc w miejscu, samochody te wyglądały, jakby jechały nadmorską autostradą. Krzywe wskazywały na ruch. Szeptali o prędkości.

Era warsztatów powozowych

Aby zrozumieć te maszyny, trzeba zrozumieć istotę budowy wagonów. To był złoty wiek tworzenia samochodów na zamówienie. Producent taki jak Bugatti czy Alfa Romeo wyprodukował „gołe podwozie” – silnik, zawieszenie i skrzynia biegów były gotowe. Ale ciało? Była to osobna forma sztuki.

Wyspecjalizowane warsztaty powozowe pokryły ten nagi mechaniczny szkielet drewnem, stalą i skórą. Dopasowali każdą krzywiznę do zachcianek właściciela. Chcesz zamknięte coupe z aksamitnym wnętrzem? Proszę. Wolisz otwartego roadstera na niedzielne przejażdżki? Bez problemu. W rezultacie powstało wyjątkowe dzieło sztuki, w którym mechaniczne serce spotkało się z artystyczną duszą.

Francuski przepych i hiperlux

Epicentrum tego ruchu była Francja. Produkowane tam samochody były w zasadzie jachtami lądowymi dla superbogatych. Pieniądze nie miały znaczenia. Liczyła się tylko moc.

Weź Hispano-Suiza J12 Cabriolet. Miał nie tylko silnik; miał 12-cylindrowy silnik o pojemności 9,0 litrów wywodzący się z technologii lotniczej. To było absurdalne. To było wspaniałe. Jest też Delahaye 165, kolejny kabriolet napędzany imponującym silnikiem V-12. A co z Delage D8-120 Cabriolet? Kiedyś był wart około 200 000 dolarów. Porównaj to ze średnią ceną amerykańskiego domu w tamtym czasie – około 3800 dolarów. Mógłbyś kupić dom. Albo możesz kupić Delage. Dla tych, którzy się liczyli, matematyka była prosta.

Poza elitą: Chrysler Airflow

Art Deco nie pozostawał zamknięty za bramami zamkniętych osiedli. Z biegiem czasu ta estetyka znalazła zastosowanie w tańszych samochodach. Doskonałym przykładem jest Chrysler Airflow.

Zaprojektowany z myślą o usprawnieniu, Airflow miał płynny, aerodynamiczny kształt. Zaokrąglone błotniki i charakterystyczna zakrzywiona osłona chłodnicy w kształcie wodospadu radykalnie odbiegały od ówczesnych pudełkowatych norm. Czy się wyprzedało? Źle. Styl był zbyt awangardowy dla przeciętnego nabywcy pod koniec lat trzydziestych. Chcieli tradycji, a nie futurystycznych zwrotów akcji.

Historia jednak potrafi naprawiać błędy. Chociaż była to komercyjna porażka, dziś Airflow jest szanowany jako klasyk designu. Udowodnił, że aerodynamika może być piękna. Pokazał, że funkcja i forma mogą ze sobą tańczyć.

Nowoczesne wyszukiwanie klasyki Art Deco

Gdzie więc można znaleźć te relikty?

Zanikający urok przedwojennej elegancji

Samochody w stylu Art Deco królowały na drogach w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, ale era nadmiernego dekorowania nie trwała długo. Styl się zmienił. W miarę upływu dziesięcioleci wesołe i efektowne linie ustąpiły miejsca bardziej konserwatywnym sylwetkom. Nie była to tylko kwestia zmiany gustu. Zniknęły także same samochody. Bugatti i Delahaye były początkowo produkowane w limitowanych edycjach. Potem przyszła II wojna światowa. Wielu producentów nie przetrwało konfliktu. Pojazdy, które przeżyły, były często rozbierane na złom lub pozostawiane bez opieki.

Dziś samochody Art Deco są eksponatami muzealnymi lub przedmiotami aukcyjnymi o wysoką stawkę. Stan ma znaczenie. Pochodzenie ma znaczenie. Jeśli podwozie jest autentyczne i w nieskazitelnym stanie, ceny stają się astronomiczne. Spójrzmy na rok 2008. Bugatti 57SC z 1937 r. sprzedano za prawie 8 milionów dolarów. Za takie pieniądze można kupić małą wyspę lub w tym przypadku kawałek historii motoryzacji.

Gdzie zobaczyć ocalałych

Większość zachowanych egzemplarzy nie jest przechowywana w garażach. Znajdują się w muzeach z klimatyzacją. Muzeum Motoryzacji Mullin w Oxnard w Kalifornii to złoty standard w tej niszy. Kolekcję stworzył biznesmen z Los Angeles, Peter Mullin. Koncentruje się na francuskich samochodach z lat 30. XX wieku. Serce kolekcji stanowią samochody z kolekcji Otisa Chandlera, byłego wydawcy „Los Angeles Times” i zapalonego miłośnika motoryzacji.

Inwentarz jest niesamowity. Prezentowany egzemplarz to Voisin C27 Grand Sport Cabriolet z 1934 r. Kiedyś należał do szacha perskiego. Jest odrestaurowany kabriolet Delahaye 165 z 1938 roku. Jest też bordowy Talbot-Lago T150C SS Speciale Teardrop Coupe z 1938 r. Jedno spojrzenie na linie tego Talbot-Lago wystarczy, aby zrozumieć, dlaczego kolekcjonerzy płacą miliony. Te krzywizny to nie tylko estetyka. To są konstruktywne stwierdzenia.

Era luksusu, która sprowadziła takie samochody do fabryk Delahaye i Panhard, prawdopodobnie minęła bezpowrotnie.

Współczesne echa minionej epoki

Czy Art Deco istnieje dzisiaj? Częściowo. Bugatti Veyron zapożycza język estetyczny. Ma krzywizny. Posiada przyciągające wzrok elementy konstrukcyjne swoich poprzedników. Ale funkcja się zmieniła. Te szczegóły nie są tylko na pokaz. Pomagają Veyronowi osiągnąć prędkość 200 mil na godzinę. Aerodynamika zastąpiła dekorację. Forma służy teraz raczej szybkości niż statusowi.

Inne samochody starają się naśladować atmosferę bez powielania złożoności oryginałów. Jednym z przykładów jest Chrysler PT Cruiser. Odwołuje się do podręcznika Art Deco. Styl retro jest oczywisty. Brakuje mu jednak ekstrawagancji oryginalnych francuskich samochodów. Rozwiązania inżynieryjne były różne. A cele były inne.

Dni Delahaye’a i Panharda dobiegły końca. Fabryki zniknęły. Specyficzny moment kulturowy, który wymagał tak nadmiernego piękna, należy już do przeszłości. Można kupić replikę. Można odwiedzić muzeum. Ale duch tamtej epoki nie wraca. Leży w gablocie i czeka, aż uderzy kolejny młotek aukcyjny.